Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
sobota 28.11.20
rrrrrtest
START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MACIEJ GARBOWSKI: Lubię zatęsknić za muzyką

Absolwent katowickiej Akademii Muzycznej w dziedzinie jazzu i klasyki. Nauczyciel w Instytucie Jazzu i Muzyki Rozrywkowej tejże Akademii. Wirtuoz kontrabasu. Współtwórca tria jazzowego RGG. Zasłuchany w muzyce XX-wiecznych kompozytorów. Muzyk wrażliwy na zagadnienia harmonii i melodyki. Człowiek śmiało wkraczający w świat muzyki improwizowanej, w której zawsze można odnaleźć słowiańską lirykę. Taki wydaje się być Maciej Garbowski, z którym mieliśmy okazję porozmawiać.

Ultramaryna: Spotykamy się w prowadzonym przez pana szczególnym miejscu o nazwie IMP. Czy mógłby pan powiedzieć, kiedy i w jakim celu ów projekt powstał i co ta nazwa oznacza?

Maciej Garbowski
: W latach 2010 do 2012 zostałem wybrany jako muzyk reprezentujący Polskę w ramach projektów „Jazz Plays Europe” i „Take Five Europe”. Ich idea była taka, żeby spotykali się muzycy z różnych krajów, prezentując swój autorski materiał. Później ci muzycy – delegowani przez poszczególne kraje – mieli możliwość odbywania koncertów. Mnie wydelegował wrocławski festiwal Jazztopad w ramach obu wspomnianych wcześniej inicjatyw. Dzięki temu mogłem budować swoją markę – identyfikację międzynarodową. Tym samym otworzyła się możliwość, aby nawiązać artystyczne kontakty.

A miejsce to, czyli Institute of Music Performance, ma w założeniu kontynuować działanie wspomnianych wcześniej platform. Dotąd zdołałem nawiązać współpracę z Collective Muzzix z Lille we Francji oraz DeWerf mieszczącym się w Brugii, w Belgii. Dzięki temu mogę przesyłać im informacje o tutejszych wydarzeniach muzycznych. Mam na myśli zarówno ciekawe podmioty wykonawcze, jak i któregoś z moich podopiecznych z działalności edukacyjnej. Idea ta ma im pomóc w tworzeniu ich muzyki autorskiej i pozwolić łączyć się w kolektywy.

Kto jak dotąd na tym skorzystał? Z pewnością trio RGG, które jest tutaj honorowym rezydentem. Tu także odbywają się próby zespołu, jak i nagrania audiowizualne, na przykład projekt „Mix the City”. Mogliśmy też jako trio pojechać do Lille, aby otworzyć tam festiwal jazzowy. Udana była także współpraca z projektem „Jazz am Rhein” z Kolonii, dzięki czemu muzycy mogą grywać w tamtejszym, bardzo lubianym miejscu o nazwie Loft.

Czy pana tutejsza działalność miała jakiś wpływ na któryś z katowickich festiwali jazzowych? Mieliśmy jako RGG możliwość występowania zarówno podczas JazzArt, jak i Silesian Jazz Festival.

Przechodząc bezpośrednio do muzyki, proszę opowiedzieć o swoim solowym projekcie, czyli albumie „Elements”. Było to pierwsze wydawnictwo pod moim nazwiskiem. Nagrania dokonano w styczniu 2009 roku, a wydałem je samodzielnie trzy lata później. Jednakże moim pierwszym nagraniem (pod szyldem RGG – wtedy jeszcze jako Raminiak, Gradziuk, Garbowski) był album „Scandinavia”, a miało to miejsce w roku 2003. Był to mój faktyczny debiut fonograficzny. Natomiast album „Elements” był pierwszym krokiem do podjęcia niezależnej drogi artystycznej.

Po 19 latach działalności tria dostrzegam, że wszelkie działania poboczne dobrze służą sprawie RGG. Aktualnie potwierdza ową tezę solowy album naszego pianisty Łukasza Ojdany, który ukazał się pod tytułem „Kurpian Songs and Meditations”. To muzyk, który ma dużo do zaprezentowania ze strony solistycznej.

Czy zgadza się pan z opinią, że muzyka tria RGG jest osadzona w tradycji polskiej, słowiańskiej albo nawet skandynawskiej? Nasza muzyka wzbudza różne odczucia, wspomnienia, a być może też tęsknoty. Tak wynika z częstych rozmów ze słuchaczami, jakie mają miejsce po naszych występach. Chcę tu zaznaczyć, że nasze inspiracje, przelewane na wydawnictwa płytowe, nigdy nie miały podłoży „rocznicowych”. Dotyczy to również albumu RGG poświęconego muzyce Karola Szymanowskiego. Będąc wyczulonym na współgranie harmonii z melodią w jego muzyce, bardzo silnie przemawia do mnie jego liryka.

Podobnie zresztą duży wpływ na mnie miała muzyka Henryka Mikołaja Góreckiego. Datuje się to jeszcze z czasów, kiedy grałem w orkiestrze Aukso i to nawet pod dyrekcją kompozytora. Z czasem te wpływy wyszły na zewnątrz pod postacią muzyki RGG. To, odpowiadając na pytanie z czym może być kojarzona nasza muzyka.

W ostatnich dwóch latach graliśmy z Tomaszem Stańką i on wyznał, iż grało mu się z nami tak, jakby znał nas od zawsze. Miał wrażenie, że świetnie rozumieliśmy jego muzykę. Za to nasz pianista jako najmłodszy z nas przyznał, że od wczesnych lat wychowywał się na „kompozycyjności” i liryce pana Tomasza. Te związki są jakby organiczne.
Zadam zatem pytania poboczne. Wiem, że interesuje się pan też twórczością Oliviera Messiaena. Owszem. Mieliśmy pomysł na umieszczenie jego kompozycji na naszym albumie „Aura”, ale rodzina kompozytora nie wyraziła na to zgody. Myśleliśmy też o nagraniu „Kwartetu na koniec czasu” w nieco rozszerzonej formule.

A twórczość Witolda Lutosławskiego? Z jego muzyką wiąże się sporo czasu z mojego „okresu kameralnego”. Moje początki w Aukso polegały na tym, że od razu brałem udział w sesjach nagraniowych. Mam na myśli debiutancką płytę orkiestry zatytułowaną „Współcześnie”. Zarejestrowaliśmy wtedy „Grave” na wiolonczelę (solistą był Andrzej Bauer) i „Uwerturę smyczkową”. Ponadto koncertowo wykonywaliśmy wiele innych kompozycji mistrza.

Twórczość Lutosławskiego była dla mnie przełomem w postrzeganiu muzyki. Pozostawił on po sobie ogrom literatury muzycznej i zapoznając się z nią zauważyłem, że można sporo z jego zamysłów wykorzystać, tworząc współczesną kameralistykę improwizowaną. A przecież RGG ją także „uprawia”.

A muzyka Krzysztofa Pendereckiego? Intensywność kontaktu z tą twórczością stała się faktem na przestrzeni ostatnich trzech lat. Wiązało się to najczęściej z poszerzonym do ośmiu składem kontrabasów. Mam bardzo dobre wspomnienia z wykonania utworów „Polimorfia” i „Tren ofiarom Hiroszimy” w miejscowości Arco we Włoszech. I to pomimo faktu, że zarówno na ani jednej próbie, w jakiej mogłem uczestniczyć, jak też na koncercie nie byłem w stanie otworzyć nut. Był to koncert plenerowy, a ja akurat stałem od zawietrznej. Jedyne, co mi pozostało, to instruktaż kolegi kontrabasisty. Okazało się jednak, iż wykonanie spodobało się Mistrzowi, który ów koncert prowadził. Potem, co podobno zdarza się bardzo rzadko, podchodził z gratulacjami do każdego muzyka oddzielnie.

Poza tym, znając poziom emocjonalności Krzysztofa Pendereckiego, dostrzegłem, że jego muzyka jest na tyle osobista, a zarazem wykraczająca poza kanony akademickie, że polega ona jakby na silnym zaangażowaniu i właściwym odczytaniu emocjonalności zawartej w kompozycji. Zupełnie tak, jakby on – poza tym, że jest sprawcą muzyki – chciałby też być jej zaskoczonym odbiorcą.

Wracając do pana biografii: studiował pan na katowickiej Akademii Muzycznej, a jednocześnie… Studiowałem równocześnie na dwóch wydziałach oraz przed rozpoczęciem trzeciego roku studiów zaczęła się również moja przygoda z Orkiestrą Kameralną Aukso.

Jak ważny zatem był dla pana udział w tej orkiestrze? Przystąpiłem do Aukso w 2002 roku, czyli cztery lata po jej powołaniu przez pana Marka Mosia. Moja droga z tym zespołem krzyżowała się podczas sporych wydarzeń muzycznych, takich jak koncerty w całej Europie z udziałem znakomitych solistów.

Bywało, że brałem udział w innych projektach tyskiej orkiestry, jak na przykład „2010: A Chopin Odyssey” (wraz z Krzysztofem Gradziukiem i Mateuszem Kołakowskim na fortepianie). Był to pomysł jednego z muzyków Aukso, związany z rokiem Szymanowskiego. Ponadto w latach 2007-2008 zdarzyło mi się spotkać ponownie z Aukso jako członek kwintetu Tomasza Stańki (już po moim wystąpieniu z szeregów orkiestry).

Dodam, że szczególnym koncertem był również występ Tomasz Stańko Band z orkiestrą NOSPR w niemalże symfonicznym wydaniu, podczas którego wykonywaliśmy zaaranżowane przez Krzysztofa Herdzina utwory z albumu „December Avenue”. Było to wspaniałe wydarzenie. Należy wspomnieć, że przez dwa ostatnie lata działalności artystycznej Tomasza Stańki, RGG stanowiło trzon jego regularnego kwartetu.
No i cóż… Dotarliśmy do momentu, kiedy to z powodu popularności filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza” w pana biografii muzyka tego pianisty pojawiła się po raz drugi. Czy reżyser Maciej Pieprzyca zainspirował się nagraniami tria RGG sprzed lat? Z tego co wiem, to nie. Prawdopodobnie grający w filmie Piotr Adamczyk dotarł do naszego nagrania, ale było to już podczas mocno zaawansowanej produkcji filmowej.

Mój pierwszy nieświadomy kontakt z muzyką Mieczysława Kosza miałem jeszcze w liceum w roku 1996 poprzez mojego nauczyciela fortepianu i przyjaciela mojego ojca. Poprosiłem go wtedy o przegranie mi czegoś na kasety z jego bogatej kolekcji płyt winylowych. Później, podczas moich pierwszych podróży koncertowych woziłem te nagrania w samochodzie i na nowo odkrywałem. Aż do pewnej podróży z RGG, kiedy odnaleźliśmy kasetę rozpoczynającą się utworem „Tańce połowieckie” oryginalnie napisanym przez Borodina. Niestety kaseta nie miała pudełka i ani ja, ani nikt inny nie mógł rozpoznać kto gra. Interpretacja wskazywała na Billa Evansa, ale kłopot był z kontrabasistą. Jego gra był inna. Zafascynowaliśmy się tą formą ekspresji. Wszystko się wyjaśniło po dopasowaniu pudełka, a że fascynacja pozostała, w końcu w 2006 roku doszło do naszego nagrania utworów Kosza, bo to on był tym niezwykłym pianistą z samochodowej kasety (album „Reminiscence”).

Warto dodać, że nasz perkusista Krzysztof Gradziuk pochodzi z Zamościa i niejako wychowywał się w klubie „Kosz”. Tam też zdobywał pierwsze muzyczne doświadczenia. Ja natomiast miałem okazję spotkać się zarówno z Januszem Stefańskim, jak i Bronkiem Suchankiem i oni obaj, jako członkowie tria uważali, że Kosz nawet w gronie najbliższych mu osób nie był w stanie znaleźć muzyków nadążających za jego ekspresją. Dlatego często grał solo.

Kiedy w 2013 roku do RGG dołączył Łukasz Ojdana, programem pierwszego wspólnego koncertu w nowym składzie był, na prośbę organizatorów, właśnie repertuar z albumu „Unfinished Story – Remembering Kosz” poświęconego Koszowi. Teraz zdarza nam się wracać do tego repertuaru, ale nie w pełnym wymiarze albumowym.

A ostatni album „Memento”? Co dokładnie oznacza jego tytuł oraz jakie jest jego przesłanie? Znaczenie tytułu „Memento” my sami definiujemy jako „pamiątka”. Jest to tylko w pewnym wymiarze podsumowanie naszej dotychczasowej działalności. Zawiera się tutaj wiele elementów. Począwszy od faktu, iż RGG zawsze stawia na kompozycje własne, czasami przeplatając je kompozycjami zapożyczonymi. Nigdy jednak wybór ten nie jest przypadkowy.

Tak było i tym razem, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że poszliśmy o krok dalej. Utwory „Hombre con sombrero” z czytelnym nawiązaniem do pamiątki związanej ze współpracą z Tomaszem Stańką, „We śnie” – kompozycja Łukasza Ojdany napisana na prośbę Anny Gadt (zawarta na płycie Anny „Mysterium Lunae”), utwory H. M. Góreckiego, których genezę wyjaśniłem już wcześniej spinają program płyty w jedną całość.

Na koniec jednak zapytam jeszcze o inspiracje. Panuje pewien stereotyp na temat muzyki, której powinien słuchać muzyk jazzowy. Przeważnie myśli się wtedy o artystach takich jak: Davis, Coltrane czy Jarrett. Na przestrzeni 25 lat mojej fascynacji muzyką improwizowaną zachowałem chronologię w poszerzaniu mojej muzycznej świadomości, rozpoczynając od klasyki (nie tylko klasyki nurtu jazzowego). Dlatego też przez ostatnie kilka lat niemal wyłącznie słucham muzyki współczesnej, kameralnej. Sięgam również chętnie do nowych wydawnictw zawierających nagrania dokonane przed kilkoma dekadami. Takich odkryć jest ostatnio niemało.

Ponadto jestem na bieżąco z twórczością muzyków, z którymi współpracuję. Są to artyści nie tylko ze Skandynawii (nawiązanie do tytułu pierwszego albumu „Scandinavia”), ale również innych części Europy i świata. Prywatnie muzyki słucham relatywnie mało, aby jako odbiorca za muzyką zatęsknić.

Dziękuję za rozmowę.

tekst: Grzegorz Mucha | zdjęcia: Dorota Zyguła-Siemieńska, Kasia Idźkowska
ultramaryna, marzec 2020











KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej dzień tygodnia zaczynający się na literę s:
teksty
COUCH SURFING: Ze szpaczej budki 2
Wiele wskazuje na to, że najgorętszym zagadnieniem ostatnich miesięcy roku będzie tematyka kobieca. Dlatego tym razem na... >>>

RAHIM: Zapalić w ludziach iskrę do walki o siebie
17 listopada w księgarniach pojawi się biografia Rahima „Ludzie z tylnego siedzenia”. Był to dla nas w... >>>

VELVETEVE: Kobieta orkiestra z własnym muzycznym show
Eva ma na nazwisko Aksamit oraz adekwatną do tego barwę głosu. Choć muzyczną fascynację obudziła w niej Whitney Ho... >>>

COUCH SURFING: Ze szpaczej budki 1
Co ze sobą począć, gdy za oknem pandemia, jesień, mrok o 16.00, a oferta kulturalna w mieście ograniczona jest do spotka... >>>

KULTURA W CZASACH PANDEMII: Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?
Tytułowe pytanie pochodzi z wydanego blisko ćwierć wieku temu zbioru esejów Marii Janion. To ona w latach 90. bard... >>>

IGGY NOT POP: Znam swoje miejsce w szeregu
Wychował się w Katowicach, ale obecnie mieszka w Nowej Hucie. Jest raperem, autorem tekstów i gościem, któryR... >>>

CITY BREAK: Lipsk
Buntgarnwerke nad Białą Elsterą, zdjęcie: Harald Goebl Za sprawą niedawnego półfinału Ligi Mistrzów, do które... >>>

ARTUR ROJEK: Na czołowe, sam na świat
Pamiętacie piątek trzynastego marca? To właśnie wtedy w życie weszło ministerialne rozporządzenie wprowadzające st... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2020, wszystkie prawa zastrzeżone